Gorzkie Żale z Całunem Turyńskim

W roku 1707 po raz pierwszy zaśpiewano Gorzkie Żale w kościele św. Krzyża w Warszawie. W swojej niezmienionej praktycznie formie znane są do dnia dzisiejszego stanowiąc typowo polską tradycję pasyjną kościoła powszechnego. Jednym w elementów znanych nam z tego nabożeństwa jest kazanie pasyjne. W naszej parafii w tym roku kazanie pasyjne skoncentrowane było wokół Całunu Turyńskiego – Płótna uznawanego za materiał grobowy Jezusa. Syndologia (nauka zajmująca się badaniem Całunu Turyńskiego) wskazuje na przesłanki mówiące o autentyczności tego materiału.
We wstępie zaznaczmy, że Całun Turyński jest lnianym płótnem (o wymiarach: długość 437 cm, szerokość od 113 do 112,5 cm) zawierającym obraz dwustronnego (od przodu i od tyłu) odbicia postaci ludzkiej. Przechowywany jest w Turynie, w kaplicy Świętego Całunu katedry pw. św. Jana Chrzciciela. Jest on jednym z najczęściej analizowanych naukowo przedmiotów w historii ludzkości i najdokładniej przebadanym obiektem o historycznym znaczeniu na świecie, pomimo to, powstanie, charakter i sposób utrwalenia wizerunku do dziś pozostaje zagadką, także dla współczesnej nauki.
Kolejne tygodnie wielkopostnej zadumy zebrani na nabożeństwie poszukiwali odpowiedzi na najważniejsze pytania jakie niesie w sobie zaduma nad całunem turyńskim. Każdej niedzieli spoglądaliśmy na sens cierpienia, historię Całunu, badania jakim został poddana turyńska relikwia. Kolejno szukaliśmy powiązań z innymi pasyjnymi relikwiami, a w dwóch ostatnich tygodniach Wielkiego Postu szukaliśmy oblicza Jezusa, jak wyglądał i jak przebiegała męka odbita na Całunie Turyńskim.
Dla wszystkich, którzy nie mogli uczestniczyć we wszystkich nabożeństwach, bądź tematyka Całunu jest mu bliska przedstawiamy poniżej omówienie tegorocznych rozważań w pięciu punktach odpowiadających pięciu rozważaniom o Całunie jakich mogliśmy w tym roku wysłuchać.

Całun – Historia.


Pamiętamy Ewangeliczne opisy pochówku i zmartwychwstania Jezusa, wiemy co do grobu wniesiono w wielki piątek i co zastano w niedzielny poranek, co zatem stało się z płótnami w jakie uczniowie owinęli ciało zmarłego Mistrza, a które puste w niedzielny poranek widziały niewiasty. Historię lnianego płótna z wizerunkiem nagiego mężczyzny podzielić można na dwa okresy. Jeden z nich nazwać można obiektywną albo udokumentowaną historią. Jest to okres od 1357 roku, kiedy to całun po raz pierwszy został wspomniany w zachowanym do dziś dokumencie i od tego czasu jego historia jest nieprzerwanie udokumentowana, do dzisiaj. Jeśli chodzi o okres do 1357 roku, Całun Turyński jest utożsamiany – na podstawie analizy zachowanych dokumentów ze wspominanymi w różnych źródłach innymi tkaninami: płótnem, jakie otrzymał król Edessy Abgar V, mandylionem oraz tetradiplonem, czyli materiałem złożonym na cztery części. Brak jednak bezpośrednich dokumentów pozwalających na jednoznaczne wykazanie ciągłości historycznej między tymi obiektami a Całunem Turyńskim. Skąd to wynika. Po pierwsze należy pamiętać, ze początkowo chrześcijaństwo było religią prześladowaną, więc starano się utaić wszystko to co mogłoby kojarzyć się z Jezusem. W dziejach Całunu będą się pojawiać legendy jakoby miałby być darem Jezusa dla jednego z uczniów, albo że przekazała go chrześcijanom żona Piłata, miał być ukryty w murach miasta Edessy, przeniesiony do Konstantynopola, później w rękach templariuszy, rodzin magnackich. Wszelkie jednak hipotezy sprowadzają się do prawdy, że ci którzy wierzyli, że jest to płótno grobowe Jezusa, chronili je jak tylko mogli i przechowywali jako najcenniejszy skarb. W udokumentowanej historii całunu widzimy tą walkę i determinację o jego zachowanie dla przyszłych pokoleń.
W nocy z 3 na 4 grudnia 1532 w Świętej Kaplicy w Chambéry, gdzie wybuch pożar. Całun został uratowany w ostatniej chwili, gdy srebrna skrzynka, w której go przechowywano, zaczęła się topić. Relikwia ocalała, ale całun został nadpalony w 48 miejscach przez temperaturę sięgającą blisko 280 stopni Celsjusza. Uszkodzenia zostały naprawione w 1534 przez klaryski, które wszyły szesnaście łat, w postaci trójkątnych kawałków płótna. W 1578 książęta Sabaudii przenieśli całun do Turynu – swojej stolicy. Ostatni król Włoch Humbert II zapisał całun papieżowi w swym testamencie. W chwili śmierci Humberta II, 18 marca 1983, całun przeszedł na własność Stolicy Apostolskiej. W 1997 całun został ponownie uratowany z pożaru katedry w Turynie. Historyczna przeprawa przez dzieje całunu – choć bardzo powierzchowna, bo to nie czas na historyczne wykłady, to pomaga nam odkryć przynajmniej dwie rzeczy. Po pierwsze. Losy płótna to dowód wielkich kontrowersji, nadziei i wiary jakie towarzyszą osobą związanym z tym wizerunkiem. Po drugie najstarsze przedstawienia wizerunku Chrystusa są wzorowane na płótnie turyńskim, nie trudno odkryć na nich cechy wspólne z odbiciem na Całunie. Przez wieki wizerunek turyński pomagał w odnalezieniu wiary w Boga. Inspirował, skłaniał do refleksji, wielu poszukiwało w nim czegoś więcej niż tylko materiału, czy dowodu na prawdziwość wiary, Całun stawał się czymś więcej niż tylko amuletem mającym uchronić przed złem – stawał się skarbem, bronionym i pielęgnowanym. Stawał się drogą do spotkania i poznania Boga.


Całun – Badania.

Pierwszą swoistą rewolucję badawczą zawdzięczamy Secondo Pii – włoski prawnik – adwokat. Fotograf amator, który jako pierwszy, dnia 28 maja 1898 roku, wykonał fotografię Całunu Turyńskiego, odkrywając wizerunek Jezusa na całunie. Pierwsza fotografia Całunu Turyńskiego, na podstawie której odkryto wizerunek Jezusa na całunie. Na całunie widoczny jest taki obraz jak obserwowany na kliszy fotograficznej, natomiast S. Pia robiąc to historyczne pierwsze zdjęcie ujrzał taki jaki otrzymuje się na papierze fotograficznym. Jego odkrycie otworzyło wielką bramę dla nauki w kontekście badań nad całunem. Analiza fotografii całunu pozwoliła przede wszystkim na szczegółową charakterystykę cech antropologicznych człowieka, którego wizerunek w nim się znajduje i rodzaju zadanych mu tortur.
Spróbujmy zatem chociażby w zarysie opowiedzieć co poszczególne działy nauki odkryły badając wizerunek turyński.

Nauki medyczne:
• Postać młodego mężczyzny, o semickich rysach
• Pierluigi Baima Bollone – określenie grupy krwi (AB). Najrzadziej występująca w populacji (4-5%), najczęściej spotykana wśród przedstawicieli narodu żydowskiego (18%)
• Obecność bilirubiny = wynik tragicznej śmierci (poprzedzonej cierpieniem)

Botanika
• Wyodrębniono pyłki 58 roślin obecnych na całunie( po 10 latach badań i 7 wyprawach na Bliski Wschód): 17 rosnące w Europie 41 flora charakterystyczna dla Azji i Afryki Wniosek z Badań: istnieje tylko jeden obszar geograficzny, w którym spotyka się 38 z 41 rodzajów pyłków – JUDEA
• Prof. Danin (Uniwersytet w Jerozolimie) wyodrębnił trzy szczególne rośliny: Czystek Szary, szczególny rodzaj kapara, i pewien typ krzewu ciernistego wszystkie one są endemiczne i występowały jedynie w Ziemi świętej, kwitły wiosną

Krystalografia:
• Stront, żelazo, węglan wapnia obecne wokół odbicia stóp
• obecność aragonitu (odmiana węglanu wapnia) – budulec starożytnej Jerozolimy

„Numizmatyka”
• obecność w oczodołach monet o średnicy 15 mm F.L. Filas – identyfikacja monet: LEPTON bita z brązu w Judei w latach 26-36 za panowania Piłata WAŻNE: monety pochodzą z roku 29/30 (napis: 16 rok panowania Tyberiusza) najprawdopodobniej pochodzą z roku śmierci Jezusa.

Grafologia:
• Prof. A. Marion – obecność liter wokół głowy kształt litery U
• 2009 – B. Frale: napisy to certyfikat pogrzebowy (Jezusa)
• Akt Zgonu: W 16 roku panowania cesarza Tyberiusza Jezus Nazarejczyk zdjęty wczesnym wieczorem po tym, jak został skazany przez rzymskiego sędziego na śmierć, gdyż władze żydowskie uznały go winnym zostaje odesłany w celu pogrzebania go z zastrzeżeniem, że może zostać wydany dopiero po upływie pełnego roku. Podpisano przez. (podpis się nie zachował)

BADANIE WĘGLEM C 14 – datowanie na podstawie rozpadu izotopu węgla. Wybrano trzy ośrodki badawcze: Zurych, Tuscon, Arizona. Od początku wskazywano na niezasadność badań (metoda nie zawsze jest precyzyjna), tkaniny przyjmują ciecze mogące zafałszować wynik badań. Wyniki badań datowały powstanie wizerunku na lata 1260-1390 W 2002 roku kierowani przez Petrosillo eksperci ustalili, że tkanina Całunu Turyńskiego składa się w 40% z włókien datowanych na I wiek naszej ery, a w 60% z czasów późniejszych, z XIII i XVI w. To skutek wielu napraw dokonanych w przeszłości

2011 Narodowa Agencja ds. Nowych Technologii, Energii i Środowiska (ENEA):Żadna technika sprzed XXI wieku nie pozwoliłaby stworzyć takiego obrazu, jaki istnieje na płótnie. Głębokość zabarwienia tkaniny wynosi ok 200 nanometrów (dziś tylko za pomocą lasera ultrafioletowego). Mamy do czynienia z ACHEIROPOIETOS – obrazem nie ręką ludzką uczynionym.
Wszystkie te badania z tak szerokich dziedzin nauk skłaniają się ku tezie stającej na skraju pewności, że jest to płótno, które służyło do pochowania Jezusa. Wielu badaczy pracując nad całunem zmieniało swój światopogląd, opinie i podejście do wiary. Szczególną osobą jest Barrie Schwortz, żyd z polskimi korzeniami, fotograf i informatyk który w roku 1977 znalazł się w ekipie amerykańskich naukowców, która stworzyła organizację która przeprowadziła do tej pory najbardziej szczegółowe badania Całunu Turyńskiego. Jego członkowie na co dzień pracowali dla NASA lub laboratorium w Los Alamos. Dopiero po 18 latach badań przekonał się do autentyczności Całunu. Schwortz przez wiele lat angażował się w propagowanie wiedzy o całunie, pozostając w swojej tradycji wyznaniowej, opowiadał że jako specjalista w zakresie technik fotograficznych nie potrafi wyjaśnij w jaki sposób powstał ten wizerunek, jest jednak przekonany o jego autentyczności.

Całun – inne Relikwie Pasyjne.


Pierwszym, a jednocześnie najbardziej oczywistym przedmiotem Męki o jakim myślimy jest Krzyż. Zgodnie z tradycją cesarz Konstantyn I Wielki na Soborze w Nicei poznał Makarego, biskupa Jerozolimy. Tenże opowiedział mu, że znajdują się w mieście pamiątki po śmierci Chrystusa, ale są przysypane ziemią i gruzami po zburzeniu Jerozolimy w 70 i 132 r. Cesarz wysłał na poszukiwania relikwii swą matkę. Święta Helena, matka cesarza Konstantyna, udała się do Jerozolimy w 326–28. W drodze pomagała biednym. Odnalazła trzy drewniane krzyże użyte podczas krzyżowania Jezusa i dwóch złoczyńców razem z nim. Były ukryte w cysternie znajdującej się niedaleko Golgoty. Zdaniem św. Ambrożego z Mediolanu i św. Jana Chryzostoma, zidentyfikowanie Krzyża było możliwe jedynie dzięki titulusowi wymieniającemu imię skazańca. Inna wersja głosi, że w objawieniu dowiedziała się, który krzyż jest prawdziwy. Inne źródła podają że na krzyże kładziono chorych i tylko jeden został uzdrowiony i ten krzyż uznano za autentyczny krzyż Chrystusa. Św. Helena podzieliła krzyż Chrystusa na trzy części, aby ofiarować je głównym ówczesnym ośrodkom chrześcijaństwa: Jerozolimie, Rzymowi i Konstantynopolowi. Z czasem krzyż podzielono na wiele drobnych części, aby każda znaczniejsza świątynia w Europie mogła mieć małą cząstkę tej relikwii. Nam najbliższe są relikwie przechowywane przez Ojców Oblatów na Świętym Krzyżu. Autentyczność Każdego skrawka relikwii krzyża weryfikowana jest w dwóch krokach. Po pierwsze należy określić rodzaj drzewa – odmiana czarnej sosny – jej pyłki znajdują się również na całunie turyńskim. Drugi krok to próba odtworzenia drogi przekazania relikwii i próba datacji jej pobrania. Te dwa kroki pozwalają na określenie autentyczności relikwii Krzyża Świętego.
Inną relikwią Pasyjną odnalezioną przez św. Helenę były święte Gwoździe. Jeden z nich przywiozła do Rzymu, gdzie do dziś znajduje się w bazylice Świętego Krzyża z Jerozolimy na Lateranie. Dwa pozostałe darowała Konstantynowi. Jeden z nich cesarz nakazał podzielić na części i wtopić je w swój hełm i uzdę konia, aby chroniły go przed nieszczęściami. Trzeci został zrabowany podczas IV krucjaty i sprzedany do Sieny. Dziś ponad 30 kościołów na świecie szczyci się posiadaniem gwoździ z Krzyża Jezusa. Z czego to wynika? Wynika to zarówno z faktu, iż w średniowieczu relikwie zwyczajowo dzielono na niewielkie części, tak aby podnieść nimi rangę wielu kościołów, jak i z powszechnego zwyczaju sprzedawania relikwii. Wykonywano również ich kopie poprzez pocieranie o oryginał i tworząc w ten sposób tzw. relikwie trzeciego stopnia. Gwoździe, jakimi przybito Jezusa do Krzyża były czworoboczne, co potwierdza rana na dłoniach odbicia Jezusa w całunie i miały ok 15 cm długości.
Istnieje przekonanie, że św. Helena odnalazła także Koronę Cierniową – dziś przechowywaną w Katedrze Notre Dame w Paryżu. Prawdopodobnie koronę wykonano na zasadzie doczepiania gałęzi cierni do splecionego okręgu (dlatego konieczny był sznur mocujący gałęzie. Całun Turyński sugeruje, że bardziej niż o koronie należałoby mówić o czepcu okalającym całą głowę skazanego. Botanicy, którzy zbadali paryską relikwię, stwierdzili, że obręcz korony o średnicy około 21 cm wykonana została z situ bałtyckiego, rosnącego we wschodnich rejonach Morza Śródziemnego. W obręczy z sitowia pozostały resztki wplecionych w nią 15 lub 16 gałązek, pochodzących z krzewu zwanego głożyną cierniem Chrystusa. Znacznie trudniej przedstawia się sprawa identyfikacji cierni. Według obliczeń botaników czepiec musiał mieć 50 do 60 kolców. W żadnym źródle historycznym nie ma wzmianki o koronach cierniowych nakładanych przed ukrzyżowaniem. Na płótnie Całunu Turyńskiego widać liczne wypływy krwi na czaszce. Zostały one spowodowane przebiciem naczyń krwionośnych na głowie przez kolce korony cierniowej. Chirurdzy naliczyli 13 ran na czole oraz 20 z tyłu głowy spowodowanych przez kolce cierni, ale przypuszczają, że mogło być ich około 50. Ponieważ pod skórą na głowie znajduje się sieć unerwienia i naczyń krwionośnych, korona cierniowa powodowała rozdzierający ból oraz obfite krwawienie.
Nie sposób wymienić wszystkich współczesnych pozostałości męki Jezusa, warto jednak nadmienić jeszcze kilka zdań o płótnach Grobowych Jezusa. Oprócz tak bardzo znanego nam już Całunu za płótna grobowe uznaje się Sudarion z Oviedo – chustę jaką podczas zdejmowania z krzyża owinięto głowę Jezusa, aby żadna kropla krwi nie spadała na ziemię, co wyrażało wrażliwość na prawo żydowskie, zawiera ona skrzepy krwi grupy AB i naleciałości śliny i potu. Ponieważ jak wykazało badanie całunu śmierć Jezusa wywołała krwotok wewnętrzny, zmiana pozycji ciała z pionowej na poziomą skutkowała by krwotokiem z ust i nosa, dlatego owinięto twarz chustą, aby krew mogła w nią wsiąkać. Głęboka analiza wielodyscyplinarna wykazała nie tylko zgodność grupy krwi, ale również pyłków roślin, typowych dla Palestyny. Podobnie rysy twarzy okazały się tożsame z odbiciem na całunie. Ostatnią szatą grobową Jezusa jest Chusta z Manoppello, delikatna szata z bisioru jaka spoczywała na twarzy Jezusa, podobnie jak obecnie w obrzędach pochówku papieży zasłania się twarz znarłego. Odbicie zachowuje cechy twarzy z całunu i sudarionu, jednak oczy i usta są otwarte – to moment zmartwychwstania. Bisior nie przyjmuje żadnych barwników, dlatego niemożliwe jest malowanie na nim, a wizerunek powstał w sposób do dziś niewytłumaczalny.
Włoska mistyczka Maria Valtorta zmarła w roku 1961 w duchowym dzienniczku zapisała Jezusowe słowa odnośnie płócien grobowych: „Chusta Weroniki jest cierniem tkwiącym w duszy sceptycznej. Wy, letni i chwiejni w wierze, którzy kroczycie naprzód dzięki swym ścisłym badaniom, wy, racjonaliści – porównajcie Chustę z Całunem. Na pierwszej widnieje Oblicze Żyjącego, na drugim – Zmarłego. Lecz długość, szerokość, cechy somatyczne, kształt, właściwości są takie same. Połóżcie płótna jedno na drugim, a zobaczycie, że się pokrywają. To ja jestem. Ja, który wam chciałem pokazać, kim byłem i czym dla was z miłości się stałem. Gdybyście nie należeli do zatraconych, do ślepych, te dwa płótna wystarczyłyby wam, by przywieść was do miłości, do żalu, do Boga”.
Całun – oblicze Jezusa.
Mężczyzna z Całunu w chwili śmierci liczył trzydzieści, czterdzieści lat. Był silnie zbudowany. Jego wzrostu i wagi nie da się dokładnie określić, gdyż płótno było wielokrotnie rozkładane i lekko się rozciągnęło. Ponadto wizerunek jest trochę zniekształcony, gdyż tkanina dopasowała się do budowy ciała. Ocenia się, że miał 175-180 cm wzrostu i ważył 75-81 kg. Kilka lat temu w katedrze w Salamance zaprezentowano wystawę, będącą owocem 15 lat badań nad Całunem Turyńskim, jednym z kluczowych elementów tej wystawy jest niezwykle realistyczna postać Jezusa w pozie w jakiej został pochowany. Rzeźba przedstawiająca Jezusa wykonana jest z lateksu i silikonu, mierzy 178 cm i waży 75 kg. Postać jest bardzo realistyczna, robi niezwykłe wrażenie. Znajduje się w pozycji leżącej, ma lekko zgięte nogi oraz ręce skrzyżowane na kości łonowej. Na posągu można dostrzec pory skóry, piegi, rzęsy i brwi. Na ciele widać rany po biczowaniu, złamany nos i podbite oko. Wyraźne są szarpane rany na głowie, zadane kolcami korony cierniowej, a także sińce na ramionach, powstałe na skutek ciężaru krzyża. Dłonie i stopy noszą ślady po gwoździach, a na boku widać ranę po włóczni. Twarz widoczna na Całunie jest jakby pokryta drobinkami krwi. Niektórzy uważają, że jest to ślad po „krwawym pocie”, którego człowiek może doświadczać w sytuacjach skrajnego osłabienia, silnego wstrząsu psychicznego i strachu. Dalsza analiza wskazuje, że mężczyznę bardzo brutalnie bito po twarzy: oblicze jest zdeformowane, pokrywają je rany, prawdopodobnie uszkodzona jest czaszka. Uderzano przede wszystkim od lewej strony, dlatego prawa część twarzy jest szczególnie zniekształcona: na policzku widać trójkątną ranę, oko silnie spuchło, powieka została naderwana. Kości łuków brwiowych przecinają skórę, nos jest złamany. Przypuszcza się, że człowieka z Całunu mocno uderzono jakimś narzędziem, np. kijem lub biczem. To musiało spowodować obfity krwotok, o czym świadczy duża ilość krwi, która spłynęła na wąsy. Widać również, że wyrywano mu włosy z wąsów i brody, miejscami odrywając nawet kawałki skóry. Ten mężczyzna przewracał się i upadał na twarz, bowiem w okolicy nosa odkryto zmieszane z krwią drobiny ziemi. Są to kryształy aragonitu, rodzaj osadu wapiennego, przypominający ten, spotykany do dziś w okolicach Jerozolimy. Niewykluczone, że właśnie stamtąd pochodzi.
Takie Oblicze Boga w cierpieniu za nas widzimy na Całunie. Widzimy z jednej strony umięśnionego młodego mężczyznę, a z drugiej poddanego ludzkiej nienawiści człowieka, brutalnie skatowanego i umęczonego. Całun kryje wyjątkową tajemnicę, tajemnicę ogromu ludzkiej nienawiści z jaką zderzyła się Boża miłość. Kręcona całkiem niedawno Pasja w reżyserii Mela Gibsona krytykowana była między innymi za brutalność i to, że cierpienie jakiemu poddano Jezusa jest nie do przeżycia, ale to cierpienie jest symboliczne, bo zadane przez Tych, którzy stworzeni na Obraz i Podobieństwo Boże mieli nieść miłość, to cierpienie zadawane i przez moje grzechy.
Całun niesie w sobie jeszcze jedną lekcję, to nie tylko lekcja o tym jak wyglądał Jezus. To Lekcja Bożego Oblicza obecnego w kościele do dziś. Można powiedzieć widocznego i niewidocznego przynajmniej pozornie. Widoczne oblicze trwające w kościele nawiązuje do widocznego wizerunku obecnego na całunie. Pierwsze przedstawienia twarzy Jezusa, które pojawiają się w sztuce nawiązują do oblicza Jezusa z całunu Turyńskiego. Badacze wskazali kilkanaście cech wspólnych ikon Jezusa i odbicia z turyńskiego płótna, od skrzywienia nosa, przez rozstaw szerokości oczu czy pojawiający się często kosmyk włosów na czole Jezusa, które na całunie są skrzepem krwi. Ważna wzmianka odnośnie widocznego wizerunku Jezusa przenosi nas do roku 1934 r. kiedy w pracowni Eugeniusza Kazimirowskiego powstaje pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego „Jezu ufam Tobie”. Ksiądz Michał Sopoćko poprosił artystę o pomoc w malarskim zrealizowaniu widzeń Faustyny. Dziś wiemy, że siostra Faustyna podała taki opis wyglądu Jezusa jaki mamy na tym obrazie i jaki widoczny jest na Całunie, o szczegółach tego odkrycia opowiada powstały w roku 2019 film Miłość i Miłosierdzie.
Druga pozornie tylko niewidoczna obecność Jezusa w Kościele dziś nawiązuje poniekąd do zapisanych w Dzienniczku św. Siostry Faustyny jej dialog z Jezusem, kiedy w kontekście wizerunku Jezusa Miłosiernego zakonnica zapisuje: „Rzekłam do Pana: Kto Cię wymaluje takim pięknym, jakim jesteś? – Wtem usłyszałam takie słowa: Nie w piękności farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce mojej”. Łaska Bożej obecności to niepojęta ludzkim rozumem obecność Boga w konsekrowanym Chlebie. Tradycja i historia Kościoła odnotowuje fakt cudów eucharystycznych, czyli niewytłumaczalnych ludzką drogą rozumowania czerwonych plam krwi na hostii czy bieliźnie kielichowej. Naukowa analiza cudów eucharystycznych zawsze prowadzi do Całunu Turyńskiego. Badacze wskazują na zgodność nie tylko grupy krwi, ale i sposobu skonania Jezusa.


Całun – opowieść o cierpieniu, męce i Zmartwychwstaniu.


Początek Męki Jezusa to trwoga konania w Ogrójcu – jego krwawy pot. Jezus, widząc morze niezgłębionego zła wszystkich czasów, a także czując rzeczywistą trwogę i lęk przed czekającą Go kaźnią, której każdy szczegół przewidywał – pocił się krwawym potem, a stan stresowy pogłębiał się, powtarzając się wielokrotnie! Wybuchy potowe znane są w medycznej praktyce, zwłaszcza u ludzi młodych, umierających „trudną śmiercią”, to jest o przedłużonym procesie konania. W pocie takich ludzi można laboratoryjnie znaleźć zwiększoną ilość czerwonych ciałek krwi, wyraźnie większą niż u umierających „normalnie”, zwłaszcza w podeszłym wieku. Poza śladami czerwonych krwinek całun odkrywa ślady policzkowania, bicia po twarzy, złamany nos u jego podstawy. To wszystko wydaje się być dopiero wstępem innych kaźni jakim zostanie poddany Rabbi z Nazaretu.
Najwięcej obrażeń jakby pełnią męki Jezusa jest efekt procesu w części rzymskiej. Żydzi będąc pod okupacją cesarską nie mogą sobie ot tak po prostu skazać kogoś na śmierć, na wykonanie wyroku zgodę musiał wydać namiestnik – Poncjusz Piłat. To konsekwencja rzymskich praktyk okołosądowych okaże się najbardziej bolesna. Oprócz ciągłego szarpania, popychania i bicia pojawia się kara chłosty. Prawo żydowskie zezwalało na 39 uderzeń ciała w jednorazowej chłoście – po 13 na każdą z łopatek i 13 na przód. Rzymianie nie mieli liczebnych ograniczeń, mieli natomiast flagium – rzemienny bicz zakończony ołowianymi kuleczkami powodującymi podskórne krwiaki lub kolce czy haczyki wywołujące szarpane rany na ciele skazanego. Całun Turyński wskazuje na ponad 120 uszkodzeń ciała zadanych owym rzymskim biczem. Dlatego bardzo często kara chłosty kończyła się zgonem. W przypadku Jezusa posunięto się o krok dalej. Dla wzgardy nałożono mu cierniową koronę – czepiec o którym wspominałem w kontekście innych relikwii związanych z męką Jezusa. Kolczasty hełm na głowie według obliczeń botaników musiał mieć 50 do 60 kolców. Na płótnie Całunu Turyńskiego widać liczne wypływy krwi na czaszce. Zostały one spowodowane przebiciem naczyń krwionośnych na głowie przez kolce korony cierniowej. Chirurdzy naliczyli 13 ran na czole oraz 20 z tyłu głowy spowodowanych przez kolce cierni, ale przypuszczają, że mogło być ich około 50. Ponieważ pod skórą na głowie znajduje się sieć unerwienia i naczyń krwionośnych, korona cierniowa powodowała rozdzierający ból oraz obfite krwawienie. Umęczony i upokorzony Jezus zostaje skazany na ukrzyżowanie eskortowany na miejsce straceń zostaje przywiązany do ważącej blisko 50 kg belki która stanie się poziomą belką krzyża – i to tą cześć krzyża najprawdopodobniej dźwigał przez blisko 500 metrów do skraju miasta. Belki pionowe były na stałe umocowane na wzgórzu i wielokrotnie wykorzystywane. Przed skazańcem lub na jego szyi niesie się wypisaną przez sędziego tabliczkę z tytułem winy – powodem skazania. Teraz trzeba tylko przecisnąć się przez tłum gapiów popychaczy aby dojść do miejsca straceń. Ewangelie odnotowują że eskorta musiała posłużyć się pomocą Szymona, ciężko się dziwić umęczony Jezus obciążony ciężką belką krzyża mógł umrzeć zbyt wcześnie, a egzekucja miała być widowiskowa, krzyż budził strach i był przestrogą dla innych, był okrutnym sposobem zabierania życia, wręcz niehumanitarnym dlatego rzymskich obywateli nie można było krzyżować.
Wreszcie kaci doprowadzają Jezusa do miejsca straceń ostatnia część tryptykowej męki, teraz trzeba zerwać z Niego szaty, wszystkie zasklepione krwią potem i piaskiem rany zaczynają krwawić na nowo. W nadgarstki w szczelinę pomiędzy kośćmi zwaną szczeliną destota wbijane są gwoździe, to najbardziej unerwione miejsce w kończynach, przeszywający ból rozdziera ciało teraz wciągane na pionową belkę i jeszcze jeden gwóźdź, który całkowicie unieruchamia skazańca. Wiszące ciało sprawia pierwsze trudności w oddychaniu, skazaniec podciąga się na wbitych w kończyny gwoździach rozdzierając i tak bolące rany. Wreszcie po trzech godzinach wykończony Jezus wydaje ostatnie tchnienie. Z przebitego boku wypływa krew i woda – dwuskładnikowy płyn z tryskający w worka osierdziowego jest dowodem zgonu. W wielkich męczarniach kona Jezus w jednej z katechez św. Jan Paweł II Nauczał: „Mówiąc o miłości i o grzechu, Całun wzywa nas wszystkich, byśmy wyryli w naszych sercach wizerunek Bożej miłości i usunęli z nich straszliwą rzeczywistość grzechu. Kontemplacja tego udręczonego Ciała pomaga współczesnemu człowiekowi uwolnić się od powierzchowności i egoizmu, które bardzo często kształtują jego stosunek do miłości i grzechu. W cichym przesłaniu Całunu człowiek słyszy echo Bożych słów i wielowiekowego doświadczenia chrześcijańskiego: uwierz w miłość Boga, największy skarb ofiarowany ludzkości, i broń się przed grzechem, największym nieszczęściem ludzkich dziejów.”
Całun odkrywa także perspektywę zmartwychwstania Naukowcy twierdzą, że utrwalenie się negatywu postaci Ukrzyżowanego na Całunie dokonało się na skutek potężnego błysku energii od wewnątrz. Potwierdziła to w grudniu 2011 r. Włoska Narodowa Agencja ENEA z Ośrodka Badań Jądrowych we Frascati pod Rzymem. Wielokrotnie ponawiane próby odtworzenia wizerunku z Całunu Turyńskiego nie powiodły się. Okazało się, że jego dokładny odcień jest bardzo nietypowy, a penetracja koloru do tkaniny jest wyjątkowo cienka, mniejsza niż 0,7 mikrometra. Po pięciu latach intensywnych badań i prób odtworzenia wizerunku, który widnieje na Całunie Turyńskim, naukowcy z ENEA stwierdzili, że współczesna nauka nie jest w stanie tego uczynić. Obecnie naukowcy dysponują urządzeniami, które mogą wytworzyć promieniowanie o sile tylko kilku miliardów watów. Tak więc współczesna nauka nie ma narzędzi, aby odtworzyć obraz, który widnieje na Całunie Turyńskim. Mirra obecna w wonnościach, którymi namaszczono ciało Jezusa, spowodowała przyklejenie się płótna do ciała, a aloes przyczynił się do częściowego rozpuszczenia skrzepniętej krwi. Pozwoliło to ekspertom medycyny sądowej stwierdzić, że ciało Jezusa zostało zawinięte w Całun po dwóch i pół godzinie od Jego śmierci i pozostało w nim nie dłużej niż 36 godzin, nie pozostawiając żadnych śladów pośmiertnego rozkładu. Na Całunie widać nienaruszone skrzepy krwi i nie ma śladów odrywania płótna od ciała, a więc z całą pewnością nikt ciała z Całunu nie wyjmował. W jaki więc sposób przeniknęło ono przez lnianą tkaninę, nie naruszając jej struktury? Skąd pochodziło promieniowanie, które spowodowało utrwalenie na Całunie trójwymiarowego obrazu całego ciała? Jedyną rozsądną odpowiedź na to daje wiara, że dokonało się to w momencie zmartwychwstania. To właśnie wtedy nastąpił potężny błysk światła, który spowodował utrwalenie na płótnie niepowtarzalnego wizerunku całego ciała Jezusa.
Święty Jan Paweł II powiedział: „Święty Całun Turyński jest szczególnym świadkiem Paschy: męki, śmierci i zmartwychwstania. Świadek milczący, lecz jednocześnie zaskakująco wymowny!”